Frogger 2 – Zemsta Błotniaka
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Frogger 2 – Zemsta Błotniaka

Był rok bodajże 1988, kiedy pod choinką znalazłem Atari 65 XE. Szaro-czerwone pudełko uradowało mnie strasznie, możecie to pewno zrozumieć – komputery były wówczas 7 cudem świata i tylko nieliczni posiadali je na własność. Gdy rozpakowałem moje maleństwo, podłączyłem do prądu z jednej strony i do telewizora z drugiej, sięgnąłem po jedną z kaset z grami. Odpaliłem… to był „Orc Attack”. Myśleliście, że „Frogger”? Cóż, przyznam się szczerze, że po przygody szalonej żabki sięgnąłem nieco później. Mimo to do dziś uważam, iż była to jedna z kultowych gier tamtych czasów…
Cała magia produktu, wydanego wówczas przez Activision, bazowała na kolorowej, choć dość prostej grafice i niezwykłej muzyce. To dzięki nim człowiek siedział przy komputerze i grał jak oszalały. Bo przecież nie można powiedzieć, że „Frogger” zdobył władzę nad rzędem graczowskich dusz dzięki fabule! Tej właściwie nie było! Ot, po prostu sympatyczny kumak musiał dotrzeć na drugą stronę ekranu. Na jego drodze stała… droga, znaczy się szosa wypełniona samochodami różnej maści (od osobowców i wyścigówek na ciężarówkach i walcach skończywszy) oraz rzeka z krokodylami, żółwiami i kłodami, po których trzeba było skakać. Bo niestety nasz kumak nie bardzo umiał pływać…
Sytuacja zmieniła się nieco w drugiej połowie lat 90-tych, kiedy to firma Hasbro, mająca za sobą kilka udanych konwersji gier dawnych na dzisiejsze standardy, wypluła z siebie „Froggera 3D”. Program ów z miejsca stał się hitem i przez wiele miesięcy utrzymywał się w gronie najlepiej sprzedających się tytułów na wyspach i w Stanach Zjednoczonych. Największe zalety starego „Froggera” oczywiście utrzymano; gra posiadała świetną oprawę dźwiękową i kolorową, wesołą grafikę. Zmieniono nieco zasady zabawy; już nie wystarczało przedostać się na drugą stronę ekranu, aby wygrać, należało przejść całkiem duży, najeżony pułapkami etap. „Frogger 3D” był bowiem przednią platformówką, w której liczyła się głównie zręczność – umiejętność skakania po platformach, przeskakiwania z wysepki na kłodę i nazad, zbierania smakowitych muszek i innych niespodzianek. Wszystko to niesamowicie bawiło i wciągało niczym bagna… przedstawione zresztą w grze.
W końcu roku 2000 przyszedł czas na kontynuację miodnego hitu. „Frogger 2 – Zemsta błotniaka” to kolejna trójwymiarowa platformówka dostosowana pod względem oprawy do naszych, jakże trudnych czasów. Nasz zielony kumak (tu zwący się błotniakiem) wciąż panicznie boi się wody, za to niezwykle radośnie kica z podestu na podest, wszystko po to, by dotrzeć do końca planszy, którym jest np. jego dzieciuch, zwany kijanką bądź w jeszcze młodszym stadium – skrzekiem. Poziomów do przeskakania ma kilkadziesiąt, co więcej, nie wszystkie utrzymane są w znajomych, łąkowo-bagiennych klimatach. Błotniak napotka bowiem kosmiczne bazy i stare domostwa, w których również ma sporo do roboty. Wszędzie poluje na muchy i przydatne gadżety, takie jak gwiazdki czy dodatkowe życia. Roboty więc jest sporo i nie ma się co obijać…
Gra pojawi się w sklepach już niedługo. CD Projekt tradycyjnie już zapowiada „profesjonalną polską wersję językową”. W to, że żaba przemówi do nas po polsku, jakoś nie bardzo wierzę (żaba miałaby mówić? Co to „Muppet Show” czy co?), ale rodzime napisy by się przydały. W końcu docelowym odbiorcą „Froggera 2 – Zemsty Błotniaka” jest każdy młodziutki dzieciak w tym nieszczęsnym padole zwanym krajem nad Wisłą…